Relacje z wymian

Egipt, ,,Egyptology 2019’’ 13-23 lipca 2019 r.

Wyjazd do Egiptu uważam za naprawdę udany, był to zarazem mój pierwszy camp z Rotary. Pierwszy dzień, to oczywiście przylot do Kairu, poznanie się i zakwaterowanie. Było 30 osób z całego świata, Tajwan, USA, Meksyk, Turcja, Indie, Austria, Francja, Brazylia, UK i wiele innych. Pokój dzieliłem z Turkiem i Tajwańczykiem. Już następnego dnia pojechaliśmy do Alexandrii do Biblioteki Narodowej na wzór tej ze starożytności. W ciągu pierwszych dni zwiedziliśmy: Piramidy w Gizie, Muzeum Narodowe, Bazar Kairski, a także byliśmy na spotkaniu miejscowego Rotary, gdzie opowiadaliśmy o nas i naszych ojczyznach, a także w największym centrum handlowym na Bliskim Wschodzie.

18.07. Polecieliśmy do Aswanu, gdzie zakwaterowaliśmy się na statku i w ciągu najbliższych dni mieliśmy dopłynąć nim do Luxoru. W tym czasie mieliśmy okazję odwiedzić ,,Centrum Sir Profesora Magdi Yacoub’’ zajmującym się leczeniem chorób serca, przejść się po okolicznej wiosce, obejrzeć mecz ligi afrykańskiej, zwiedzić świątynię bogini Bastet i ruiny Karnak. Były także dwa dni na odpoczynek na statku (Basen, sauna, siłownia, leżaki) i ,,International Day Event’’ gdzie, przedstawialiśmy własne kraje, ich kulturę, obyczaje itp.

22.07 polecieliśmy z Luxoru do Kairu, a następnego dnia wszyscy z ogromnym bólem wróciliśmy do swych domów. Niektórzy mieli nawet łzy w oczach, sam osobiście bardzo polubiłem kilka osób i mam nadzieję spotkać je w przyszłości. Polecam ,,Egyptology’’ każdemu, kto interesuje się kulturą wschodnią i starożytnością.

(Tadeusz, lat 18)

Brazylia, Amazon Camp, sierpień 2019

Do Brazylii leciałem ze sceptycznym nastawieniem ze względu na obawę przed masą insektów, oraz złodziejami, którymi straszył mnie dziadek. Po przylocie spędziliśmy jeden dzień w luksusowym hotelu w Manaus, gdzie oczekiwaliśmy na resztę grupy. Tam mieliśmy spotkanie orientacyjne z Brazylijskimi rotarianami, oraz z ekipą z Belo Brasil. Kolejnego dnia zwiedzaliśmy Manaus, a po kolacji wyjechaliśmy na przedmieścia Manaus. Następnego dnia odbyliśmy night trekking po samej puszczy amazońskiej, gdzie widzieliśmy olbrzymie pająki, wchodziliśmy do dzikich jaskiń i kąpaliśmy się w wodospadzie. Dzień później z rana wsiedliśmy na łódkę gdzie rozpoczęła się nasza przygoda. Nasza łódka była duża i bardzo wygodna. Pierwsze piętro łódki było przeznaczone da naszych pryszniców, bagaży, oraz pomieszczeń staff-u. Drugie piętro w ciągu dnia sprawowało rolę miejsca do wypoczynku. Znajdowały się tam wygodne materace, gry, oraz leżaki. Pod wieczór (ok. 22) zwijaliśmy materace i rozkładaliśmy hamaki, który każdy posiadał osobisty. Spanie na hamaku było zaskakująco wygodne. Spływając Rio Negro mieliśmy wiele atrakcji: łowienie piranii, pływanie z różowymi delfinami, wizyta w wiosce plemiennej, oraz wiele innych. Są to atrakcje, których się nie zapomina. Codziennie mieliśmy szansę popływać w gorącej rzece Rio Negro, co było bardzo przyjemne. Posiłki jedliśmy na osobnej łódce, która była przeznaczona jedynie na to zadanie i miała własną obsługę. Jedzenie było bardzo dobre, codziennie nowa, pyszna potrawa z tradycyjnej Brazylijskiej kuchni. Zawarłem wiele bezcennych znajomości na obozie. Uważam, że jest to świetne przeżycie, a wakacje uważam za jedne z najbardziej udanych w moim życiu.

(Antoni, 16 lat)

Austria, Pre-Professional Tennis Camp, St. Pölten, sierpień 2019

W ostatnim tygodniu wakacji byłem na obozie tenisowym organizowanym przez klub Rotary w Sankt Polten w Austrii. Obóz należy uznać za bardzo udany. Do Polski wróciłem z bagażem nowych kontaktów i wspaniałych wspomnień. Na obozie było 16 uczestników, 10 dziewcząt i 6 chłopców w wieku 14-17 lat,  między innymi z Turcji, Meksyku, Hiszpani i Węgier. Byli to zarówno najlepsi zawodnicy (nr 2 w Bośni),  jak i dobrzy amatorzy.

Obóz rozpoczął się wieczornym spotkaniem w miejskim ratuszu. Po przemówieniu członków lokalnego klubu Rotary, burmistrza Sankt Polten i przedstawieniu naszych trenerów, opiekunów i rodzin u których zostaliśmy ulokowani, oraz przedstawieniu ramowego planu obozu i każdego dnia, zaproszono nas  na elegancką kolację, podczas której mieliśmy okazję poznać się nawzajem.

Następnego ranka, po spotkaniu o godz. 8:30 w klubie tenisowym zaczęliśmy trening. Każdy dzień zaczynał się od rozgrzewki. Na początku biegliśmy przez 15 minut w parku, a następnie wykonywaliśmy różne ćwiczenia na korcie. Po rozgrzewce byliśmy dzieleni na cztery grupy, które później  każdego dnia rano i po obiedzie były zmieniane. Graliśmy około 5 godzin dziennie. Mimo, że było pogoda była upalna trening był bardzo przyjemny, ze względu na profesjonalnych i przyjaznych, wesoło usposobionych  trenerów. W środku dnia mieliśmy przerwy lunchowe, podczas których udawaliśmy się do baru w pobliżu klubu tenisowego. Po zajęciach na korcie wieczorem chodziliśmy do różnych restauracji w mieście.

W trakcie obozu były zorganizowane  2 fajne wycieczki. Najpierw pojechaliśmy na wycieczkę rowerową wzdłuż rzeki przepływającej przez St. Polten. Przejechaliśmy wzdłuż tej malowniczej ścieżki około 50 km. Rowery zapewniły nam rodziny u których byliśmy zakwaterowani.

Byliśmy również cały dzień w Wiedniu, gdzie odwiedziliśmy piękny pałac Schönbrunn i jego ogrody, dowiedzieliśmy się o historii Wiednia, a na koniec dnia poszliśmy na Prater, gdzie między innymi jeździliśmy na gokartach i świetnie się bawiliśmy.

 Na koniec obozu rozegraliśmy turniej z nagrodami, który pozwolił nam zweryfikować postępy jakie poczyniliśmy w czasie obozu. Na wyjeździe poznałem wiele nowych osób i świetnie spędziłem czas. Podciągnąłem swoje umiejętności tenisowe i nawiązałem nowe przyjaźnie. Mogę szczerze polecić ten obóz wszystkim zainteresowanym, aspirującym tenisistom.

(Franciszek, 16 lat)

Turcja, International Youth Leadership Camp, sierpień 2018 r.

W zeszłym roku uczestniczyłam w 2-tygodniowym obozie w Turcji. Jechałam z nastawieniem, że będzie to świetna okazja do użycia języka angielskiego w mowie codziennej, oraz przede wszystkim do poznania nowych ludzi. Wiedziałam, że będę jedyną osobą z polski, a dzieci z innych krajów ok. kilka/kilkanaście (w moim wieku). Pod niektórymi względami wyjazd mnie zaskoczył, a nawet przerósł moje oczekiwania, ale oczywiście w niektórych sferach nie okazał się być dla mnie odpowiedni. Samo miejsce pobytu, z dala od miasta, w ośrodku narciarskim, który w lato był przeznaczony cały dla nas, bardzo mi się podobało. Naprawdę ogromny hotel, a do dyspozycji mieliśmy np. boiska, sale kinowe, lobby i wiele innych. Myślę, że potencjał miejsca wykorzystany był w 100%. Podczas drogi autokarem do ośrodka zdążyłam zaprzyjaźnić się z dwoma dziewczynami z Litwy i Słowacji i liczyłam, że uda mi się być z nimi w pokoju. Niestety rozczarowałam się bo nie tylko nie trafiłam na poznane wcześniej dziewczyny, ale okazało się, że każdą osobę z innego kraju, przydzielają pojedynczo do pokoju z ok. 3 osobami z Turcji, które miały przyjechać następnego dnia. Rozumiem, że ten pomysł miał pewnie na celu zachęcenie dzieci z Tureckiej części obozu, do rozmów po angielsku itd., ale często niestety wynikały sytuacji gdzie przez np. bariery językowe osoba nie z Turcji, odstawała trochę zboku. Ja jestem wyjątkowo kontaktowa i rozmowna, a przy tym bardzo swobodnie porozumiewam się po angielsku, także nie odczułam tego aż tak bardzo mimo, że w pokoju byłam z 3 innymi, młodszymi ode mnie dziewczynkami z Turcji, które nie do końca mówiły po angielsku. Myślę po prostu, że więcej skorzystałabym gdybym mieszkała np. ze wspomnianymi wcześniej koleżankami z autokaru. Każdy pokój miał swojego ’coacha’ czyli opiekuna. Były to często osoby bardzo młode, co ułatwiało nawiązywanie przyjaznych kontaktów. Opiekunowie obozu byli jednymi z lepszych ludzi jakich poznałam podczas wyjazdu.

Do aktywności i zajęć podzieleni byliśmy na 3 grupy (również mieszane krajowo, w moim przypadku kilkanaście osób z Turcji, chłopak z Rosji i ja). Szybko zaprzyjaźniłam się z dziewczynami w moim wieku, które w przeciwieństwie do współlokatorek znały dobrze angielski i nawet jeśli nie zwracały się bezpośrednio do mnie tylko rozmawiały w swojej grupie, to mówiły po angielsku bym wszystko mogła zrozumieć.

Codzienne aktywności były głownie sportowe/ rzadziej szeroko rozumiane ‚artystyczne’, a wieczorem międzygrupowe ‚gry terenowe’ typu. podchody. Były też bloki zadaniowe w, których mieliśmy wolny wybór z pośród możliwych opcji. Oprócz codziennych dni, zdarzały się wyjątkowe aktywności, które odrzucały plan, zajmowały cały dzień jak np. piesza wycieczka w góry albo wyprawa do lasu, spanie w namiotach i ognisko. Moją ulubioną częścią dnia były wcześniej wspomniane wieczorne gry międzygrupowe, chodź przyznam, że głównym minusem byli prowadzący mówiący w języku tureckim, co narzucało obecność zawsze, któregoś z coachów, który stałby koło mnie tłumacząc mi do ucha słowa na język angielski. Nie mogłabym również zapomnieć o przeplatającej się przez cały obóz perspektywie ’igrzysk olimpijskich’ na koniec. Elementy artystyczne jak plakat, piosenka, taniec grupowy, szlifowaliśmy przez większość obozu w wolnym czasie, a w drugim tygodniu odbyły się zawody gier zespołowych, które przyznam – bardzo zrzeszały grupę.

Napewno zapamiętam ’National Day’ gdzie każdy przygotowywał plakaty, jedzenie, występy oraz stoiska dot. swojego kraju.

Podsumowując, mimo, że obóz nie był tak mocno nastawiony na międzynarodowych gości, to absolutne nie żałuję, że pojechałam, a nawet bardzo się cieszę i kontynuuję przygodę z wyjazdami Rotary. Poznałam wspaniałych ludzi, z którymi wciąż utrzymuję kontakt i rzeczywiście 2 tygodnie wystarczyły by zżyć się na tyle by nie chcieć się pożegnać. Polecam go ludziom bardzo kontaktowym, a przede wszystkim otwartym. Ja podchodziłam do wyjazdu z bardzo pozytywnym nastawieniem i żadne przeszkody czy bariery językowe nie będą problemem jeżeli człowiek rzeczywiście będzie chciał wyciągnąć z wyjazdu jak najwięcej i będzie otwarty na nowe znajomości i wyjście ze strefy komfortu. Ja, na początku trochę zdezorientowana, już po kilku dniach poczułam się bardzo pewnie i dobrze w grupie i poznałam wspaniałe przyjaciółki.

Dziękuję bardzo Klubowi Rotary Warszawa Fryderyk Chopin za możliwość wyjazdu.

(Milena, 14 lat)

Brazylia, Belo Horizonte, New Generation Student Exchange, lipiec – sierpień 2018 r.

W 2018 roku, uczestniczyłem w programie wymieniany New Generation w Brazylii. Klub, który zaoferował się przyjąć mnie i zorganizować mi praktyki w obszarze moich zainteresowań to Rotary Club Belo Horizonte. To właśnie w tym mieście spędziłem ponad 2 miesiące mieszkając z brazylijską host-rodziną oraz zdobywając doświadczenia na stażu w dziedzinie technologii żywienia.

Na co dzień studiuję na kierunku Global Business na francuskiej uczelni EDHEC więc interesuje mnie wszystko co związane z organizacją biznesu, a w szczególności w branży gastronomicznej i restauracyjnej. Moją pasją jest sztuka kulinarna. Tego rodzaju praktyk oczekiwałem podczas udziału w programie New Generation, ale równie mocno zainteresowany byłem poznaniem nowej kultury – czyli ludzi, tego jak żyją, jak pracują, jak spędzają wolny czas – szczególnie, że wcześniej nie miałem okazji być w Ameryce Południowej.

Trafiłem do host-rodziny, która doskonale znała idee i zasady programu wymian rotariańskich. Mój host-tata sam był na wymianie długoterminowej w USA ponad 25 lat temu, podobnie jak większość jego rodzeństwa. Tradycja Rotariańska w rodzinie sięgała samego początku Rotary w Belo Horizonte, a jego starszy brat był pierwszym rocznikiem wymiany długoterminowej w tym mieście. Podobnie trzy host-siostry z którymi mieszkałem, były na wymianach, między innymi w Polsce, a najmłodsza z nich właśnie rozważa wymianę w kraju, o którym tak wiele miała już okazji usłyszeć. Razem z nimi poznałem liczną rodzinę i przyjaciół, z którymi wspólnie przeżywaliśmy mecze Mistrzostw Świata w piłce nożnej, gdyż miałem szczęście znaleźć się w Brazylii właśnie w tym okresie. Jednocześnie była to dla mnie najlepsza okazja, by zobaczyć jak bawią się Brazylijczycy, a jest to widok niepowtarzalny, który trudno jest zobaczyć gdziekolwiek indziej. Na samych meczach reprezentacji Brazylii, w naszym domu pojawiało się przynajmniej dwadzieścia osób, a bywało, że celebrowanie wygranej z jednego dnia przedłużało się do pełnych trzech dni. Największe wrażenie robi jednak rodzinna atmosfera, idealnie łącząca się z otwartością Brazylijczyków na obcokrajowców (gringos), którym chcą zaprezentować swój kraj i kulturę z jak najlepszej i najzabawniejszej strony.

Belo Horizonte nie jest tak znanym miastem jak Rio de Janeiro, czy Sao Paulo, jednak według moich doświadczeń, to właśnie tutaj można poznać prawdziwą brazylijską kulturę, tradycje i obyczaje. Jest to czwarte pod względem ludności miasto w kraju, gdzie turystyka nie jest tak rozwinięta jak w innych. Dzięki temu można odnieść wrażenie, że żyje się jak Brazylijczyk, zawsze będąc wśród nich, czy to w domu, na ulicy, czy w lokalnym barze. Samo miasto charakteryzuje się licznymi wielkowymiarowymi graffiti na budynkach, które tworzą niepowtarzalną panoramę miasta. Belo Horizonte słynie też z barów, które miejscowi nazywają „Boteco” i gdzie spędzają znaczną część swojego czasu z rodziną, czy z przyjaciółmi. W ciągu dnia, zazwyczaj przychodzą by jeść duże ilości wspaniałego jedzenia, a wieczorem piją miejscowe piwa, jednocześnie nie rezygnując z porządnej kolacji.

W kwestii praktyk nie miałem większego wyboru, jednak w mieście gdzie większość ludzi mówi po angielsku na bardzo podstawowym poziomie, nie warto mieć zbyt wysokich oczekiwań. Jeszcze przed wyjazdem z Polski dostałem informację, że przez pierwszy miesiąc będę chodził na zajęcia ze studentami wydziału gastronomicznego na Uniwersytecie Belo Horizonte (Centro Universitario UNA). Zajęcia, chociaż w dużej mierze praktyczne, były na średnim poziomie, co może w dużym stopniu wynikać z moich wygórowanych oczekiwań w dziedzinie sztuki kulinarnej. Mimo to, nawet nie znając portugalskiego, dzięki wejściu w grupę studentów i zagadywaniu wykładowców, którzy akurat znali angielski, lub inne języki w których byliśmy w stanie się porozumieć, było to dla mnie wartościowe doświadczenie. W klasie zawsze znalazł się ktoś, kto posługiwał się po angielskim bez problemu i jednocześnie z wielką chęcią tłumaczył mi wszystko co wykładowca opowiadał. Poza wiedzą teoretyczną mogłem obserwować jak wygląda edukacja gastronomiczna na tym uniwersytecie, na co zwraca się uwagę i jaki poziom reprezentują studenci.

W drugim miesiącu, wstępnie obiecane mi przez counselor praktyki w restauracji nie doszły do skutku. Widząc organizację i rozluźnione podejście Brazylijczyków do wielu kwestii bezpośrednio łączących się z pracą, nie spodziewałem się bezbłędnej organizacji. Istotną rolę grał tu brak znajomości języka portugalskiego. Dlatego uważam, że należy wybierać kraj na wymianę z uwzględnieniem kwestii znajomości języka, ponieważ na New Generation rzeczywiście można mieć przez to trochę ograniczone możliwości, co jednak nie jest jednoznacznie negatywnym aspektem. W moim przypadku zamiast regularnych praktyk miałem zorganizowane kilka wizyt w firmach z interesującej mnie branży, które niejednokrotnie zaskoczyły mnie pod względem unikalności i braku dostępności dla przeciętnego studenta. Za przykład może posłużyć największa na świecie fabryka pao de queijo (serowych bułeczek, będących jedną z najpopularniejszych przekąsek w regionie Minas Gerais), do której dostęp mieli bardzo nieliczni, ze względu na restrykcje służb sanitarnych oraz na ściśle strzeżoną technologię i recepturę. Osoby, które mnie oprowadzały dobrze znały angielski i dzięki temu mogły odpowiedzieć na wszystkie moje pytania, na koniec zostawiając swoje wizytówki z ponownym zaproszeniem, gdy tylko będę miał okazję.

Podsumowując, wymiana w Brazylii może nie zawsze jest kluczem do najwyższej jakości praktyk w odpowiedniej branży. Jest jednak czymś więcej, gdyż wartości które płyną ze znalezienia się w innej kulturze, a szczególnie tak ciekawej i ciepłej, jest doświadczeniem niezapomnianym. Najważniejsze jest zawsze, podobnie jak na każdej innej wymianie rotariańskiej, by być otwartym na ludzi i ich zwyczaje. To wzbogaca nie tylko nasz wyjazd, ale także naszą osobowość, która wraz z nowymi przeżyciami staje się pełniejsza, dzięki otwartemu umysłowi, poszerzonym horyzontom i niezwykłym doświadczeniom.

(Krzysztof, 20 lat)

Turcja, Mersin „The Sun of Mersin” 08-20 lipca 2018 r.

     Mój wyjazd do Turcji był świetnym doświadczeniem, który pozwolił mi dobrze poznać turecką kulturę w jedynie dwa tygodnie, oraz wspaniałych ludzi zza granicy. Miałem szanse odwiedzić wiele ciekawych miejsc, oraz zaznać smaku prawdziwego Tureckiego kebaba. Byłem także w luksusowym, pięciogwiazdkowym hotelu na plaży razem ze znajomymi ze Słowenii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Tajwanu, Rosji, Norwegii i oczywiście Turcji. Nauczyłem się także pływać żaglówkami po 3-dniowym kursie. Było to niezapomniane doświadczenie.

(Antoni, 15 lat)

Komentarze są wyłączone.